Szybowcowa majówka na Kaszubach

Jak co roku długi weekend majowy jest dla Sekcji Szybowcowej Aeroklubu Gdańskiego oficjalnym początkiem sezonu przelotowego. W tym czasie przenosimy naszą lotniczą aktywność na lotnisko w Kornem niedaleko Kościerzyny by nad rozległymi Borami Kaszubskimi cieszyć się walorami tutejszej termiki i podziwiać piękno przyrody.

Zapraszamy do przeczytania relacji z naszej majówki, którą własnymi słowami opowiedzą biorący w niej udział piloci.

Zupełna „świerzynka”Bartosz Gałązka: Wyjazd na majówkę w EPKO planowałem od dłuższego czasu. Była to dla mnie świetna okazja aby w dość krótkim czasie wylatać brakujące godziny potrzebne do egzaminu praktycznego. Na co dzień mieszkam pod Warszawą i niestety dopiero dzień przed wyjazdem mogłem przyjechać na lotnisko w Pruszczu aby pomóc przy ładowaniu szybowców na wózki. W sobotę rano wspólnie wyruszyliśmy do Kornego, gdzie po dotarciu na miejsce od razu zabraliśmy się do składania szybowców i przygotowań do startów. (…) Moje pierwsze loty były lotami po kręgu, na nowym dla mnie lotnisku, nad okolicą, która była dla mnie kompletnie nie znana. Kolejne loty trwały co raz dłużej i to właśnie podczas nich odbyłem swój pierwszy ponad dwu godzinny lot. Podczas tak długich lotów dosyć łatwo się zgubić, ponieważ lata się wysoko i dzięki temu można odlecieć bardzo daleko od lotniska  – zupełnie inaczej niż w przypadku latania po kręgu. Ciągnące się aż po horyzont rozległe lasy oraz liczne jeziora tworzą niepowtarzalną mozaikę kształtów i kolorów. (…)

Po skończonej termice instruktorskiej nie mogłem doczekać się pierwszego, potrzebnego do licencji, przelotu. Ostatniego dnia wraz z instruktorem Wojtkiem, który towarzyszył mi przez wszystkie moje poprzednie „majówkowe” loty, po starcie i kilkudziesięciu minutach krążenia postanowiliśmy odejść na trasę. Znikoma ilość chmur, mniej przejrzyste powietrze oraz dosyć późna pora skłoniła nas do zrezygnowania z próby przelotu do Pruszcza i oblecenia trasy po Borach. Kończąc przelot w Kornem wylądowaliśmy bezpiecznie, pomogliśmy zapakować szybowce i zabraliśmy Puchacza „do domu” na wózku.

Mimo początkowych trudności z szybowcową wyciągarką oraz przerwy w lotach uważam, że spędzenie w taki sposób długiego weekendu było dobra decyzją. W tym czasie wylatałem większość godzin, które są mi potrzebne do przystąpienia do egzaminu na licencję szybowcową. Będę miło wspominał ten czas, wieczory spędzone przy ognisku, podczas których nieustannie poruszane były tematy i historie lotnicze. Mam nadzieję że taka majówka na stałe wpisze się do mojego kalendarza wyjazdów.

Pilot z licencją/świeży przelotowiec/Piotr Stec: To co dla mnie było najważniejsze podczas majówki to fakt sprzyjającej pogody. Termika bezchmurna hamowała trochę nasze zapędy przelotowe, jednak w pewnym momencie chęć ambitnego latania przezwyciężyła lęk i próby przelotów zostały podjęte. Podczas pierwszej zadeklarowanej trasy razem z Mieszkiem prawie wylądowaliśmy w polu ale od początku byliśmy nastawieni na taką ewentualność. Ostatecznie wygrzebaliśmy się z parteru i z tym większą radością wróciliśmy do EPKO.
Najlepszy jednak przelotowo dzień to ten, w którym podstawy Cu mieliśmy na wysokości 1600m. Pięknie było słyszeć zgłoszenia dziesiątych kilometrów gdy piloci wracali na metę po przeleceniu tras 🙂

Atmosfera tegorocznych SzMP doskonała, organizacyjnie daliśmy radę, (…) imprezę uważam za bardzo udaną i mam poczucie, że z danego nam czasu wycisnąłem wszystko co mogłem 🙂

Uczeń pilot – Krystian Walczak: Fajnie było poznać nowe miejsce i trochę oderwać się od klubowej rzeczywistości. Piloci Sekcji Szybowcowej A.G. to świetna ekipa, z którą dobrze się lata i fajnie spędza się czas. Super, że znaleźli się ludzie, którzy zorganizowali ten wyjazd. Co do latania, myślę, że w podczas takich wyjazdów można się wiele nauczyć. Szkoda, że majówka trwała tak krótko.

Licencja jeszcze cieplutka – Anita Skalska: Minął niespełna rok od kiedy zaczęłam latać na szybowcach, dlatego tegoroczna majówka była dla mnie wyjątkowym czasem. Wprawdzie w zeszłym roku, jeszcze jako uczeń, latałam z instruktorem na zawodach ale to właśnie w Kornem po raz pierwszy, samodzielnie, mierzyłam się z poważnym lotniczym zadaniem jakim są loty po trasach. Pełna pokory do szybowców, pełna pokory do miejsca realizuję swój lotniczy plan i mogę powiedzieć, że wszystko idzie ( leci ) w dobrym kierunku!

Nie pierwszy raz – Marcin Chmura: W tym roku to było moje trzecie podejście do SzMP. W poprzednich sezonach albo byłem uczenim-pilotem albo przeszkadzały mi inne zobowiązania. W tym roku postanowiłem, że „do trzech razy sztuka” – i udało się!

Jak zawsze przy wyjazdach – akcja zapakowania szybowców na wózki i ich relokacja do Kornego przebiegły sprawnie i w fajnej atmosferze. Zawsze jest to dobra nauka dla uczniów-pilotów, a dla pilotów z licencją – dobry trening  przed zwózkami z ewentualnych pól.

W sobotę bez specjalnie ambitnych planów chciałem poćwiczyć starty i lądowania oraz jeśli się uda to zaczepić się na termikę i trochę powisieć nad Kaszubami. Wystartowałem jako drugi o 16:30 i za pierwszym razem udało mi się „zaczepić” – lot trwał 2,5h. Wieczorem okazało się, że z przyczyn obiektywnych będziemy musieli mieć 2dni przerwy. Przyjęliśmy tą wiadomość bez entuzjazmu ale z godnością.

Po przerwie technicznej dwa następne dni zaowocowały termiką bezchmurną, która pozwoliła mi powisieć odpowiednio 5,5h i 4,5h. Mimo podjętych prób odejścia na trasę pogoda nie pozwoliła na sukces, a usłyszane przez radio rozmowy Mieszka i Piotra, którzy walczyli w parterze nad wybranym do lądowania polem skutecznie zmniejszyła skłonność do tego by „ponieść się emocjom” i zwiększały frajdę z latania na termice w okolicach lotniska. Dni niewątpliwie udane choć pewnie uczucie niedosytu pozostaje, zwłaszcza, że to kolejne wpisy w logbooku z zadaniem TRENING, a nie PRZELOT.

Sobota 05.05 – W KOŃCU(!!!) to był  ten dzień!!! Zaczął się on niemrawo od standardowej prognozy „w kierunku bezchmurnej” – Wojtek wyłożył więc dość konserwatywne długości tras. Zdaliśmy kluczyki od samochodów Wioli czyli w naszym „biurze lądowań” i wystrzeliliśmy się. Udało mi się zaczepić za pierwszym razem i mozolnie zacząłem się wykręcać … gubiąc po drodze ze 2 kominy i nie mogąc podnieść  się wyżej niż 1100m. Kasia startowała po mnie i miała chyba podobne problemy, bo w pewnym momencie powiedziała, żebym nie czekał na nią tylko odchodził na trasę w dogodnym mi momencie … Ha – tylko  który moment wybrać gdy jesteś na 900-1000m i po horyzont „sky blue” … Rozterki przerwała myśl, że dzisiejszy dzień powinien przynieść mi coś więcej niż kolejne godzinki na termice nadlotniskowej – jeśli ma być to (pierwsze w moim życiu) pole – so be it … zameldowałem więc odejście na trasę i ruszyłem „po kresce” w błękit. Pierwsze PZ’y szły dość opornie – „kręciłem” rowerkiem do pierwszego ze średnią 40kmh, do  drugiego też szału nie było – 35km/h ale z upływającym czasu warunki coraz bardziej  się poprawiały i udawało mi  wykręcić już dużo wyżej niż początkowe 1100m. Zaczęły się pojawiać cumulusy i parafrazując klasyka – ich widok był jak zwycięstwo! Anyway – warunki na tyle zapracowały, że po drugim PZ’ie dalsza trasa poszła już błyskawicznie – Średnią od drugiego do 3 PZ’a miałem już dużo lepszą – ponad 60km/h i już przed 3PZ’em miałem dolot do lotniska :-D, więc po zaliczeniu punktu zwrotnego – „dzida w kierunku EPKO” ze średnią Piracika między 3PZ, a lotniskiem ponad 80km/h mimo, że pod wiatr. Nad lotnisko doleciałem jeszcze będąc dość wysoko, a że nie było chętnych do przejęcia Pirata więc powisiałem sobie jeszcze 3h ciesząc się z udanego dnia i sycąc oczy widokiem przepięknych kaszubskich krajobrazów. W ten dzień chyba wszyscy którzy odeszli na trasę bardzo sprawnie ją oblecieli.

Oby takich dni dalej w sezonie było  jak najwięcej!

Krótko tytułem podsumowania:

Impreza na pewno była dla mnie udana i stanowiła dobre „przetarcie się” na początek sezonu i przed planowanym wyjazdem do Prievidzy. Jeśli czas i okoliczności pozwolą na pewno będę chciał wybrać się na nią również w przyszłym roku, lecz tym razem z noclegiem na miejscu i udziałem w imprezach wieczorno-ogniskowych :-P. Mam nadzieję, że w przyszłym roku impreza będzie dla mnie przynajmniej równie udana jeśli chodzi o nalot oraz, że pogoda będzie bardziej łaskawa jeśli chodzi o warunki do aktywnego i pełnego sukcesów atakowania  kilometrów!

Olbrzymie podziękowania dla Wojtka za „sprawstwo kierownicze” w trakcie tej całej imprezy, Anity za ogarnianie wszelkich spraw organizacyjn-logistycznych, specjalne podziękowania dla Wioli Stec za pomoc w całej imprezie i podjęcie trudu i wyzwania prowadzenia biura lądowań, no i za zorganizowanie i zaproszenie nas na fantastyczne ognisko urodzinowe! :))

Podziękowania  dla wszystkich uczestników imprezy  za stworzenie fantastycznej atmosfery w jej trakcie,  mnóstwo uśmiechów i pozytywnej energii tak na kwadracie jak i po lotach!

Oby do szybkiego zobaczenia w podobnych okolicznościach !