Puchaczem w pole

Lecąc szybowcem ponad Borami Tucholskimi łatwo zapatrzeć się na piękno otaczającej nas przyrody. Łatwo zapomnieć o bożym świecie i o prawach fizyki oraz o odwiecznym prawie, że „wszystko, co unosi się w górę musi kiedyś spaść”. Takie zagapienie się często kończy się lądowaniem w polu, a to z kolei ma swoje dobre strony – propagowanie szybownictwa wśród ludności wiejskiej oraz zespolenie szybowników jako grupy, na której zawsze można polegać.